
Morgan
Rycerz Stepu
Jeśli to mój ostatni świt — niech rozleje się złotem nad rodzimym stepem. Niech wiatr przyniesie zapach piołunu i daleką pieśń skowronków, niech surmy wzywają nie na śmierć, lecz ku chwale, a bracia wspomną mnie ogniem ogniska i kozacką dumą. Żyłem tak, by w moim życiu nie było miejsca dla niewoli. Prowadziłem Kozaków tam, gdzie wróg uważał drogę za zamkniętą; przebiegłością łamałem jego siłę, ratowałem tych, których świat już skreślił, i piłem czarkę z wrogiem, by poznać jego tajemnice. Kochałem… tak, nawet wśród grzmotu armat serce zachowywało jej głos. Lecz moją narzeczoną była wolność — i za nią stoję tu dziś, twarzą do kuli. Gdy rozlegnie się strzał — nie upadnę. Podchwyci mnie pieśń, i pójdę dalej stepem, gdzie pod niebem wolnej Ukrainy konie biją kopytami, a szable śpiewają niczym dźwięczne struny losu.
W tekście jest: Wybrany bohater
69
8407
177 str.
16k
151
0
A potem był ten wieczór — kiedy w trzy godziny obejrzałam trzy filmy o wielkiej miłości, zjadłam cały popcorn i rozpłakałam się przy reklamie kociej karmy. Właśnie wtedy zrozumiałam: dość. Czas wziąć los w swoje ręce. Jeśli miłość sama mnie nie znajdzie, ja ją znajdę. Z precyzyjnym planem. Z timerem, notatkami, Google Calendar i być może małym atakiem paniki co trzy dni. Wypowiedziałam wojnę samotności. A jak pokazała praktyka — w tej wojnie pierwszymi ofiarami były moje nerwy, mój portfel… i moja godność.
Zakończone
8.4k
69
0
Jeśli to mój ostatni świt — niech rozleje się złotem nad rodzimym stepem. Niech wiatr przyniesie zapach piołunu i daleką pieśń skowronków, niech surmy wzywają nie na śmierć, lecz ku chwale, a bracia wspomną mnie ogniem ogniska i kozacką dumą. Żyłem tak, by w moim życiu nie było miejsca dla niewoli. Prowadziłem Kozaków tam, gdzie wróg uważał drogę za zamkniętą; przebiegłością łamałem jego siłę, ratowałem tych, których świat już skreślił, i piłem czarkę z wrogiem, by poznać jego tajemnice. Kochałem… tak, nawet wśród grzmotu armat serce zachowywało jej głos. Lecz moją narzeczoną była wolność — i za nią stoję tu dziś, twarzą do kuli. Gdy rozlegnie się strzał — nie upadnę. Podchwyci mnie pieśń, i pójdę dalej stepem, gdzie pod niebem wolnej Ukrainy konie biją kopytami, a szable śpiewają niczym dźwięczne struny losu.
Zakończone

